blog imieniem Jarosława i Lecha Kaczyńskich

Temat: Rozwody po zaprzestaniu picia
Asiu , myślę , że nie jesteś w 100% przekonana , że rozwód to konieczność w Twoim przypadku .
:)

Mazajko , dobry temat , ale wiązanie sprawy rozwodów z Al-Anon ?
To niekoniecznie trafne . Szczególnie w obliczu tego :

" Zasadniczym celem Al-Anon jest niesienie pomocy nam , swoim członkom , w rozwiązywaniu naszych osobistych problemów . Ważne jest , aby nowoprzybyły zdawał sobie sprawę z tego , że członkowie naszej wspólnoty nie są przygotowani przez wykształcenie czy też praktykę do dawania rad , osądzania czy też radzenia w osobistych , intymnych problemach , szczególnie takich , które wiążą się ze skomplikowanymi stosunkami rodzinnymi . Jest to zadanie dla psychologa , osoby duchownej , pracownika społecznego lub też innych osób , posiadających odpowiednie przygotowanie zawodowe. "

za "Problemy w małżeństwie z alkoholikiem " Al-Anon Grupy rodzinne ( za zgodą Al-Anon Family Group Headquoters )


Mnie w podjęciu decyzji pomagali fachowcy z Katolickiej Poradni Rodzinnej przy ul Książecej ( w Warszawie ) .
Między innymi ksiądz Stanisław , który sensu żadnego w trwaniu mojego małżeństwa nie widział . I to nie dlatego , że ja " złą kobietą byłam " .

Poradnia Rodzonna , psycholog , terapeuta - to są odpowiednie miejsca do zastanawiania się - trwać , czy odpuścić .
Al-Anon nie do tego służy . Podobnie jak AA .
We Wspólnocie bez pudła można rozpoznać , kto byl na dobrej terapii , kto na marnej a kto wcale i sobie kroczy rok po roku bez zmian .
Albo w tak powolnym tempie , że już wszystko mu się rozpadło i zgniło .
Na tym forum terapia jest wskazaniem nr 1 .
Profesjonalna terapia . Al-Anon jako uzupełnienie .

I jeszcze szczegół - dzisiaj fakty z życia założycielek Al-Anon byłyby niezbitym powodem do uzyskania rozwodu z orzekaniem o wyłącznej winie alkoholika .
Ameryka pd tamtych czasów się zmieniła i alkoholicy są do terapii zmuszani sankcjami sądowymi .
Nikt nie czeka latami aż im się zechce .
Członkowie rodziny są pod znacznie większą ochroną niż w Polsce .
A i kobiety bardziej samodzielne i przedsiębiorcze .

pozdrawiam

lulla
Źródło: alkoholizm.jawnet.pl/viewtopic.php?t=1281



Temat: Wsparcie dla Zuzi, Kasi i Asłana!

Kasieńka, a nie lepiej by było gdyby ty na razie poszła na wychowawczy a Asłan na zwolnienie?
Jeśli Kasieńka będzie na wychowawczym, to Asłan nie dostanie zwolnienia na opiekę, chyba, że Kasieńka będzie chora ( np. w szpitalu).

Trzeba juz dziś precyzyjnie obmyśleć strategię działania, jeśli chodzi o pracodawcę.
Jesli pracodawca zorientuje się, że pracownika może nie być przez dłuższy okres w pracy, zaczyna się gra z wykorzystaniem kruczków i niewiedzy pracownika.
Jesli Kasieńka nie ma w pracy super układów, to każdy jej ruch musi być przemyślany i udokumentowany dla celów dowodowych. Nic "na gębę", wszystkie wnioski na papierze i odpowiedzi na te wnioski też.

Od 5 lutego Kasi należy się:

1. dwa dni na na opiekę nad dzieckiem za 2008r. Ponieważ dni te trzeba dokładnie określić, to naprzykład może to być 5 i 6 luty.

2. obligatoryjnie cały urlop za 2008r. Nie mogą udzielenia takiego urlopu odmówić w terminie bezpośrednio po macierzyńskim.
Podanie o urlop można złożyć osobiście (na kopi parafka, że przyjeto) lub wysłać w najbliższych dniach pocztą za potwierdzeniem odbioru. Wniosek musi dojść do firmy przed 5 lutego br.
Jeśli nie potrafimy sami obliczyć kiedy urlop plus dwa dni na opiekę się zakończą
( ważna data, bo od następnego dnia trzeba wziąć zwolnienie na opiekę nad dzieckiem) , to we wniosku trzeba napisać, że prosimy o przyznanie np.od dnia 7 lutegocałego należnego urlopu za 2008 rok (oraz np. zaległego za 2007r.) i prosimy o pisemne poinformowanie kiedy następuje zakończenie urlopu.

3. zasiłek na opiekę nad chorym dzieckiem. - zwolnienia wystawiane przez lekarza sukcesywnie, aż do wyczerpania 60 dni.
Zasiłek ten przysługuje nam tylko wtedy, kiedy jesteśmy pracownikami.
Bardzo często zdaża sie tak, że po urlopie przychodzimy do pracy i czeka na nas zwolnienie z pracy.
Trzeba się tak zabezpieczyć, aby od dnia przyjścia do pracy po urlopie mieć zwolnienie lekarskie na opiekę. Wtedy nikt nas nie zwolni. I tak przez 60 dni.
Co potem, zależy to od pracodawcy, ale urlopu wychowawczego udzielić musi.
Źródło: wegetarianizm.pl/viewtopic.php?t=2350


Temat: Oddać życie za najlepsze ujęcie



Oddać życie za najlepsze ujęcie

Autobiograficzne "Zdobyć zdjęcie" wybitnego fotoedytora Johna G. Morrisa to historia XX wieku widziana przez pryzmat arcydzieł fotografii prasowej.



Niedługo po narodzinach fotografii ustalono, że piękno i codzienność nie będą iść pod rękę, a nowa sztuka rozeszła się w dwóch kierunkach – artystycznym i reportażowym. Pierwsze próby fotografii reportażowej (nieznanej jeszcze wówczas pod taką nazwą) - od zawsze dobrze czującej się w roli milczącego świadka historycznych tragedii - sięgają połowy XIX wieku i amerykańskiej wojny secesyjnej. Jednak powstałe wówczas zdjęcia nie miały szans dotrzeć do szerszej publiczności. Sytuacja zmieniła się gwałtownie w latach 30. XX wieku dzięki prężnemu rozwojowi prasy.

Fotografie pojawiające się wówczas na łamach najważniejszych gazet były szeroko komentowane i zaczęły intensywnie wpływać na opinię publiczną. Jedną z pierwszych takich kulturowych ikon stało się zdjęcie autorstwa Roberta Capy, przedstawiające śmierć lojalistycznego żołnierza podczas wojny domowej w Hiszpanii. Okazało się, że jedna wyrazista fotografia może być bardziej wymowna od tysięcy relacji ustnych bądź pisemnych. Tak narodziła się fotografia prasowa.

Słynne zdjęcie Roberta Capy zostało opublikowane we francuskim magazynie "Vu" w 1936 roku. Rok później na chicagowskim uniwersytecie wydano pierwszy numer studenckiego pisma "Pulse", którego redaktorem był John G. Morris, autor ukazującej się właśnie po polsku książki "Zdobyć zdjęcie. Moja historia fotografii prasowej". Autobiograficzna opowieść Morrisa - jednego z najwybitniejszych specjalistów w dziedzinie fotografii prasowej - skupia się na jego imponującej karierze zawodowej.

W zasadzie wszędzie tam, gdzie działy się rzeczy pionierskie i przełomowe, w tle możemy dojrzeć cień autora "Zdobyć zdjęcie". Pracował jako fotoedytor w "Life", "National Geographic", "Washington Post" i "New York Times", był pierwszym redaktorem wykonawczym słynnej agencji fotograficznej Magnum, wielokrotnym jurorem World Press Photo. Wśród jego bliskich współpracowników znajdują się najwybitniejsi fotograficy XX wieku (m.in. Robert Capa, Henri Cartier-Bresson, W. Eugene Smith, David "Chim" Seymour), zaś setki innych, którzy stanowili o obliczu światowej fotografii, znał osobiście. Sam nigdy nie fotografował, więc jego spojrzenie zachowuje należny dystans i nie jest skażone zawodowym subiektywizmem.

Czy wolno jednak traktować "Zdobyć zdjęcie" jako rzetelny przewodnik po historii fotografii prasowej? Raczej nie, o czym sam autor lojalnie uprzedza w podtytule książki. To nad wyraz prywatna opowieść, redukująca, na zasadzie pars pro toto, dzieje fotografii reportażowej do osobistych doświadczeń autora. Czasami jednak te zakulisowe opowieści o zdobywaniu fotografii, które stały się później kamieniami milowymi XX-wiecznej ikonografii są dużo bardziej zajmujące od kompletnej podręcznikowej wiedzy. Tak jest chociażby w przypadku historii słynnego zdjęcia Roberta Capy, które przedstawia desant alianckiej floty u wybrzeży Normandii w 1944 roku - przed oddaniem gazety do druku, gdy cztery rolki filmu trafiły do laboratorium, okazało się, że podczas pośpiesznego suszenia negatywu stopiła się emulsja. Z ponad setek zdjęć ocalało jedenaście - nieostrych i poruszonych.

Capa, ryzykujący swoje życie dla najlepszego ujęcia, był wściekły. Ale właśnie jedno zdjęcie z tej pechowej jedenastki stało się symbolem D-Day. Historia dopisała tej opowieści ciąg dalszy. Robert Capa za fotoreporterską zuchwałość zapłacił dziesięć lat później najwyższą cenę, ginąc podczas wojny w Indochinach. Natomiast jego normandzkie zdjęcie znalazło się ponownie na okładkach gazet pół wieku od pierwszej prasowej publikacji. W 1994 roku zidentyfikowano żołnierza ze wspomnianej fotografii, zaś w 1998 roku Steven Spielberg wykorzystał "jedenastkę Capy" jako podstawowy materiał wyjściowy podczas inscenizowania słynnej początkowej sceny filmu "Szeregowiec Ryan".

Zdobyć zdjęcie. Moja historia fotografii prasowej
John G. Morris, przeł. Maciej Świerkocki, Cyklady 2007
Źródło: cafemirenium.kylos.pl/viewtopic.php?t=6014